poniedziałek, 16 maja 2011

POLOWANIE NA CZAROWNICE część pierwsza


Zainteresowanych moimi książkami o tematyce historiozoficznej, religijnej, antyklerykalnej - informuję, że wystarczy kliknąć w link "KSIĄŻKI ANDRZEJA RODANA - OFICJALNY DYSTRYBUTOR" znajdujący się pod tytułem bloga, aby zapoznać się z tytułami i tematyką poszczególnych prac.
             Już płonęły stosy i już przygotowywano ideologiczne uzasadnienie do zbrodni na ludzkości w imię Boga i religijnej czystości. Natychmiast stworzono teoretyczne podstawy obrony wiary, a był to trzyczęściowy traktat Malleus Maleficarum (Młot na czarownice) napisany, wspomnianych już wcześniej, przez dwóch dominikańskich inkwizytorów.
Pierwszy z nich, Heinrich Kramer - Henry Institoris (ur. ok. 1430 roku - zm. ok. 1505 r.) pochodził z Schlettstadt w Alzacji. Tam wstąpił też do zakonu dominikanów i przez wiele lat ścigał i palił na stosach wszelkiej maści heretyków i czarowników, działając na terenach Alzacji, Nadrenii, Bawarii, Czech i Moraw. Zaginął (najprawdopodobniej został zabity przez chłopów) w trakcie jednego z objazdowych śledztw inkwizytorskich, między Ołomuńcem a Brnem.
Drugi z nich, Jacob Sprenger (ur. 1436 – zm. 1496) pochodził z okolic Bazylei i również wstąpił do zakonu Świętego Dominika. Był profesorem na wydziale teologicznym uniwersytetu w Kolonii, piastował również wysokie i odpowiedzialne funkcje w hierarchii zakonnej. Jego autorytet intelektualny i religijny był gwarantem prawdy zawartej w „Młocie na czarownice”.
Tekst ten został po raz pierwszy opublikowany w 1487 i stał się znany jako najlepszy podręcznik łowców czarownic od XV do XVII wieku. Był uważany za podstawowe kompendium wiedzy o czarostwie, czarownicach i ich związkach z Szatanem. Książka ta dostarczała (łowcom czarownic, inkwizytorom, sędziom) argumentów do odpierania zarzutów wysuwanych przeciw ich obłędnym ideom. Jednocześnie dawała dokładne wskazówki jak należy sprawnie przeprowadzić proces czarownic.
W Polsce tłumaczenia tej książki dokonał w 1614 roku Stanisław Ząbkowic. Jej pełny polski tytuł: „MŁOT NA CZAROWNICE - Postępek zwierzchowny w czarach, a także sposób uchronienia się ich, i lekarstwo na nie w dwóch częściach zamykający. Księga wiadomości ludzkiej nie tylko godna i potrzebna ale i z nauką Kościoła powszechnego zgadzająca się. Z pism Jakuba Sprengera i Henryka Instytora zakonu Dominikanów i Teologów w Niemieckiej Ziemi Inquizytorów po większej części wybrana i na polski przełożona przez Stanisława Ząbkowica Sekretarza Xięcia Jego Mości Ostroskiego, Kasztelana Krakowskiego. W Krakowie, w Drukarni Szymona Kempiniego, Roku Pańskiego 1614”.
O „Młocie na czarownice” tak pisał Rossel Hope Robbins w dziele Encyklopedia czarnoksięstwa i demonologii:
„Jest to bez wątpienia najdonioślejsze i najbardziej złowieszcze dzieło na temat demonologii, jakie kiedykolwiek napisano. Stanowi kwintesencję nieludzko surowego kodeksu poprzez połączenie dawnej wiedzy o czarnej magii z kościelnym dogmatem na temat herezji, przez co, jak żadna inna praca, stało się zaczynem inkwizycyjnej histerii. Z całą mocą wprowadza biblijny nakaz z Księgi Wyjścia (XXII, 18): „Czarownicy żyć nie dopuścisz”.
I rzeczywiście jest to najbardziej przerażająca książka w dziejach piśmiennictwa europejskiego, przesycona chorobliwą nienawiścią do kobiet oraz rojeniami chorej wyobraźni! Kościół stworzył w ten sposób obłędny system, sprzeczny z prawem i zdrowym rozsądkiem, a który przecież egzystował przez stulecia.
Dominikanie-inkwizytorzy najwięcej miejsca poświęcają kobietom, które ich zdaniem są najbardziej podatne na diabelskie opętanie, a w ich roztrząsaniach (niby teologicznych) kwestie seksualne wysuwają się na plan pierwszy.
 Przyczyny większego rozpowszechnienia się czarostwa wśród kobiet tak są określane: „Najprzód, kobiety mają większą skłonność do wiary, więc demon, starający się głównie zepsuć wiarę, z większą łatwością znajduje do nich przystęp i je atakuje. Po drugie, z racji samej natury swej kompleksji nerwowej [propter fluxibilatatem complexionis] łatwiej przyjmują wpływy idące od oddzielnych duchów.  Po trzecie, języki mają lubieżne i nie potrafią wobec innych, podobnych sobie kobiet, utrzymać w sekrecie wszeteczności, jakich się wyuczyły, a gdy nie mają dość sił, by się zemścić, próbują zemstę urzeczywistnić drogą czarów. Kobieta, istota zła z natury, szybko wpada w wątpliwości co do wiary i wnet się jej odrzeka, w czym też jest fundament szkodliwych czarów. Co zaś się tyczy drugiej władzy duszy, tj. woli, kobieta, ogarnięta nienawiścią do kogoś, kogo pierwej kochała, płonie gniewem i niecierpliwością, miota się i pieni jak rozszalałe morze. Koniec końców wszystko zależy od pożądliwości cielesnej, która u kobiet jest nienasycona... stąd wdają się w konszachty z demonami, aby zaspokoić swą chuć”.
Skąd wzięła się ta zoologiczna nienawiść do kobiet?
Uzasadnienie było. Przecież to właśnie Ewa uległa szatanowi i skłoniła Adama do grzechu śmiertelnego. Poza tym uważano, zupełnie serio, że kobieta powstała z żebra, a żebro jest krzywe. Co to oznacza? Że psychika kobiety też jest skrzywiona! 
A tak na marginesie: tylko raz na świecie zdarzyło się, że kobieta została zrodzona z mężczyzny. Od tej pory mężczyźni rodzą się z kobiety.
Twórcami teologicznego antyfeminizmu byli Ojcowie Kościoła, którzy nazywali każdą kobietę (czy własne matki również?) tworem poronionym, umysłowo upośledzonym, głuchoniemym, budowali moralną i fizyczną przewagę mężczyzny nad nieczystą kobietą, która już od początku stworzenia pierwszych ludzi na świecie - ucieleśnia grzech.
Orygenes (185-254) - największy teolog pierwszych trzech wieków (we wstręcie do własnej cielesności posunął się dość daleko. W wieku osiemnastu lat kazał się... wykastrować) -  nazywa kobietę córką szatana.
Święty Odo (878-942) uważa kobietę za naczynie z nieczystościami. Ojciec Kościoła, Tertulian (ok. 160-ok. 230) porównuje kobietę do bramy
przez którą przechodzi diabeł. Tertulian nawet małżeństwo uważa za nierząd, a więc najlepiej, aby w ogóle nie dotykać kobiety. Ów Nauczyciel Kościoła był tak przekonany, co do swojej tezy, że aby nie być narażonym na pokusy obciął sobie... genitalia.
Z kolei św. Tomasz z Akwinu (1225-1274) wyraźnie stwierdza wyższość mężczyzny nad kobietą, porównuje ich jako rzecz doskonałą do rzeczy niedoskonałej i ułomnej, kobietę nazywa „chybionym samczykiem”. Francuski biskup, Marbod z Rennes (1035-1123) uważa, że pod pojęciem nierządnicy należy podpiąć cały rodzaj niewieści.
Święty Hieronim (ok. 347-420) starał się przebić wszystkich Nauczycieli Kościoła i opracował taki program wychowawczy dla młodych rzymskich dziewcząt: „Muzyka jest zakazana; dziecko nie powinno nawet wiedzieć, do czego służą flety, liry i cytry. Czytania winno się nauczyć na podstawie imion apostołów oraz drzewa genealogicznego Chrystusa (Mt. 1, Łk. 3). Nie powinno mieć ładnych i zadbanych towarzyszek zabaw, a jedynie poważną, bladą i niechlujną starą pannę, która nocą każe mu wstać na modlitwę i śpiewanie psalmów, a za dnia będzie z nim ćwiczyć odmawianie godzinek. Ma nie zaznawać kąpieli, gdyż ranią one uczucie wstydu młodego dziewczęcia, które nigdy nie powinno widzieć się rozebrane. Najlepiej będzie, jeśli dziecko, gdy tylko zostanie odzwyczajone od piersi, możliwie szybko zostanie zabrane przez matkę z grzesznego Rzymu i przywiezione do Betlejem; tam będzie wychowywane w żeńskim klasztorze, gdzie nie ujrzy mężczyzn, a nawet się nie dowie, że istnieje inna płeć. Wtedy również matka zostanie uwolniona od troski o dziecko i będzie się mogła bez przeszkód poświęcić życiu ascetycznemu”.
Nienawiść Hieronima do kobiet była mocna, ale nie na tyle, aby nie przyjmować „dotacji” finansowych od swej uczennicy, wdowy Pauli. To właśnie kobieta zapewniała mu w miarę dostatnie życie oraz dostarczała środków na powiększanie kolekcji książek.
Tego rodzaju przykłady można mnożyć, dodam więc jeno, że jeszcze w 1591 roku teologowie roztrząsali w Wittenberdze problem, czy kobiety są ludźmi!
Gwoli prawdy należy dodać, że deprecjonowanie kobiety nie jest tylko tworem religii chrześcijańskiej, ale także judaizmu oraz islamu. Tę zbieżność idei mizoginistycznej, a nawet antykobiecego seksizmu bardzo trafnie ujął Gore Vidal: „Wielkim – i nienazwanym – złem, jakie tkwi w centrum naszej kultury, jest monoteizm. Z wywodzącego się z barbarzyńskiej Epoki Brązu tekstu znanego jako Stary Testament wyłoniły się antyludzkie religie: judaizm, chrześcijaństwo i islam. To religie boga mieszkającego w niebie. To religie w dosłownym sensie patriarchalne – Bóg jako Wszechmocny Ojciec. Za sprawą tego Boga i jego ziemskich delegatów od dwóch tysięcy lat kobiety w tych krajach muszą znosić życie w pogardzie”.
Cóż więc się dziwić, że owa dominująca w religii chrześcijańskiej tendencja antyfeministyczna idzie tak daleko, że dominikanie-inkwizytorzy są absolutnie przekonani, że kobiety są tylko „niedoskonałym zwierzęciem”, a wspomagane przez diabła, mogą nawet spowodować wszelki zło, a nawet... zniknięcie genitalii u mężczyzny!
I chociaż w doktrynie kościelnej mówi się również o mężczyznach praktykujących czary, to jednak przeważnie kobiety występują w roli głównej i to one ulegają iluzji diabelskiej i są też najczęściej palone stosie. Czarownice biorą udział w sabatowych orgiach, w nocnych lotach, wylatują przez komin na miotle, psie, byku, wilku, zabijają oseski, sprowadzają burze i pioruny, zamieniają się w wilkołaków, kierują się seksualną pożądliwością, a ich urojenia, halucynacje stają się dla inkwizytorów dowodem winy jako realne i nie podlegające żadnej dyskusji. 
Zresztą, jeśli za realne przyjmuje to Kościół – oznacza, że jest prawdą!
Uczeni mnisi przekazują swym czytelnikom niepodważalne opinie na temat kobiet. Zacytuję kilka z nich.
- Kobieta jest bardziej okrutna niż śmierć; jej serce jest pułapką; jej ręce są okowami; sprawiedliwy będzie od niej uciekał, grzesznicy będą jej ulegali.
- Wszelkie zło jest nieskończenie małe w porównaniu ze złem kobiety.
- Mniej niebezpiecznie jest przebywać z lwem lub smokiem niż z niegodziwą kobietą.
- Ich słowa wydają się słodkie jak miód, a w zasadzie są bardziej gorzkie niż sam piołun. Są rozkoszne, gdy się na nie patrzy, wstrętne, gdy się ich dotyka i zgubne w czasie stosunku.
- Żenić się jest rzeczą nierozsądną. Żona jest tylko wrogiem przyjaźni, niezbędnym złem, naturalną pokusą, wielkim nieszczęściem, domowym niebezpieczeństwem, przejmującą krzywdą, zboczeniem natury przedstawionym w pięknych barwach.
 Ciąg dalszy nastąpi


środa, 4 maja 2011

ZBRODNIE KOŚCIOŁA część szósta


Zainteresowanych moimi książkami o tematyce historiozoficznej, religijnej, antyklerykalnej - informuję, że wystarczy kliknąć w link "KSIĄŻKI ANDRZEJA RODANA - OFICJALNY DYSTRYBUTOR" znajdujący się pod tytułem bloga, aby zapoznać się z tytułami i tematyką poszczególnych prac.
Kiedy w 1555 roku Generalny Inkwizytor, Giovanni Pietro Caraffa, został papieżem Pawłem IV (l555-1559), natychmiast polecił sporządzić wykaz książek, których nie wolno rozpowszechniać, posiadać ani czytać. W ten sposób w roku 1559 po raz pierwszy ukazał się powszechny indeks ksiąg zakazanych. Umieszczono w nim tytuły dzieł oraz nazwiska autorów oskarżonych o rozsiewanie heretyckich poglądów. Na mocy bulli papieskiej Pawła IV z 5 stycznia 1559 odwołano wszelkie pozwolenia na czytanie zakazanych dzieł, spowiednicy mieli obowiązek dowiadywać się, kto czyta i rozpowszechnia heretyckie druki, szczególnie chodziło o publikacje luterańskie. Od zakazu nikt nie był zwolniony, pod groźbą ekskomuniki obowiązywał on urzędników kościelnych, biskupów, arcybiskupów, kardynałów, patriarchów, a także panujących i cesarzy.
            Według von Pastora i innych historyków, co relacjonuję w moim „Życiu erotycznym papieży”, Paweł IV był niesłychanym barbarzyńcą: „Nawet najmniejsza nieostrożność wystarczała do podejrzenia o herezję. Niemądrze i łatwowiernie nadstawiał papież Paweł IV ucha najniedorzeczniejszym denuncjacjom. Żaden urząd, żadne zasługi nie liczyły się, gdy na kogoś padło podejrzenie. Oszczercy wzięli się pilnie do roboty. Rozpoczęły się rządy terroru”.
         I właśnie ten papież, pozbawiony wszelkich skrupułów i sumienia, który publicznie wykrzykiwał, że nawet gdyby jego ojciec był heretykiem, to sam by przyniósł drzewo na stos, by go spalić, wprowadził inkwizycję również w Rzymie. Podczas jego czteroletniego panowania tysiące ludzi było w straszny sposób torturowanych i zamordowanych. Paweł IV przy pomocy inkwizytorów rozszerzył w Europie akcję płonących stosów, zniszczenia, mordów i spustoszenia. To on zalecił stosowanie tortur nie tylko wobec oskarżonych, ale i wobec... świadków.
         Szczególnie nienawidził Hiszpanów, którzy według niego byli „gromadą heretyków, schizmatyków, ludzi przeklętych przez Boga, pół Żydów i pół Maurów, krótko mówiąc - wyrzutkami ludzkości... W roku 1559 papież ogłosił indeks książek zakazanych. Znalazły się na niej całe księgi Biblii, a także wiele dzieł Ojców Kościoła. Tę haniebną dla Kościoła listę unieważniano nazajutrz po jego śmierci” (Mathieu-Rosay).
         Można powiedzieć z całą pewnością, że Paweł IV był psychopatą. Człowiek opętany szaleństwem rządził całą chrześcijańską Europą i nikt mu się nie sprzeciwiał - dopiero wieść o jego śmierci (18 sierpnia 1559 roku) przyniosła ulgę i wybuch radości.
Gdy już Paweł IV umierał, Rzymianie powstali przeciw barbarzyńskiej inkwizycji. Zdobyli siłą inkwizycyjne lochy, uwolnili więźniów, podpalili więzienia. Rozbili również pomnik wystawiony na cześć papieża, odłamali mu głowę i prawą rękę i przez trzy dni włóczyli okaleczony posąg przez ulice miasta, aż w końcu utopili go w Tybrze. Antypapieskie powstanie trwało dwanaście dni. Ludność zniszczyła klasztor dominikanów, bowiem zakonnicy ci byli najgorszymi „psami papieskimi”, którzy podżegali do torturowania i mordowania niewinnych ludzi.
         Następni papieże byli jeszcze „lepsi”. Na przykład Pius V (1566-1572), kiedy już na starość oślepł i nie mógł na własne oczy oglądać palących się na stosach heretyków, czyli „dzieci przez diabła spłodzonych”, kazał prowadzić się jak najbliżej stosu, aby mógł słyszeć jęki i rozpaczliwe krzyki ofiar. Uwielbiał te odgłosy...
         Papież Pius V należał do zakonu dominikanów, a był także wielkim inkwizytorem Świętej Inkwizycji. W wieku 24 lat przyjął święcenia kapłańskie i zaczął nauczać teologii. Stojąc na czele inkwizycji, osobiście skazał na spalenie na stosie kilka tysięcy inaczej wierzących, których Kościół nazywa zazwyczaj heretykami. To on właśnie nakazał tysiącom ludzi powyrywać członki, wydłubać oczy, zamorzyć głodem w więziennych lochach.
Księdzu Carnescchiemu we Florencji kazał ściąć głowę i spalić jego ciało tylko za to, że tenże kapłan bratał się z luteranami. Wydał także rozkaz lekarzom, żeby przestali opiekować się chorymi, którzy przez trzy dni nie zażądają spowiedzi.
         Papieskie zalecenia na temat likwidacji herezji przesyłał również królowi hiszpańskiemu Filipowi II (1556-1598), a brzmiały one następująco: „Cienia litości! Nie wolno wybaczać! Usuwaj tych, którzy się ugną, i tych, którzy trwają w uporze. Ścigaj ich do ostatka, zabijaj, pal, zatop wszystko w ogniu i we krwi, aby pomścić Pana!”. Oczywiste jest, że Filip II, fanatyk religijny, posłuchał papieża i tępił różnowierców, wspierając działania inkwizycji i jezuitów.
         I tak zapłonęły stosy w Hiszpanii i państwach jej podległych: Niderlandach, Królestwie Neapolu, Księstwie Mediolanu.
         Ten wikariusz Chrystusa był psychopatycznym oprawcą, co udowodnił w liście do Katarzyny de Medici (Medycejskiej), królowej francuskiej, pisząc: „Niech pani nie odważy się uwierzyć, że może być dla Boga coś przyjemniejszego, jak prześladowanie i wymordowanie wszystkich przeciwników Kościoła katolickiego”.
         To wprost niewiarygodny skandal, ale Kościół katolicki zaliczył także tego barbarzyńcę i mordercą w poczet swoich świętych. Pius V został kanonizowany przez Klemensa XI.
        

czwartek, 21 kwietnia 2011

ZBRODNIE KOŚCIOŁA część piąta


Zainteresowanych moimi książkami o tematyce historiozoficznej, religijnej, antyklerykalnej - informuję, że wystarczy kliknąć w link "KSIĄŻKI ANDRZEJA RODANA - OFICJALNY DYSTRYBUTOR" znajdujący się pod tytułem bloga, aby zapoznać się z tytułami i tematyką poszczególnych prac.

 Najsłynniejsza inwazja seksualnych diabłów (spopularyzowana współcześnie przez literaturę, teatr, operę i film) to słynne diabły z Loudon. Znakomity pisarz Aldous Leonard Huxley (1894-1963) w powieści „Diabły z Loudon” określił wszeteczną „współpracę” zakonnic z diabłami jako szok dla lokatorów najpodlejszych domów rozpusty w Europie.
Diabły z Loudun to pierwsza w karierze opera Krzysztofa Pendereckiego. Napisana na zamówienie Opery w Hamburgu (niemiecki tytuł opery: Die Teufel von Loudon), gdzie miała premierę w roku 1969. Od tego czasu dzieło to było wiele razy wykonywane, transmitowane przez radio, telewizję i wydawane na płytach.
Libretto opery Krzysztofa Pendereckiego oparte jest na dramacie Johna Whitinga Demony, który był pionierem nowej brytyjskiej dramaturgii. Whiting, zadebiutował w roku 1951, ale, niestety, zmarł dwanaście lat później w wieku zaledwie czterdziestu pięciu lat. Chyba najbardziej znana jest jego ostatnia sztuka The Devils of Loudun (Diabły z Loudun), która nawiązuje do autentycznych wydarzeń rozgrywających się w tym francuskim miasteczku  na początku XVII wieku. Tam właśnie odbył się proces wikarego parafii św. Piotra - Urbaina Grandiera, oskarżonego przez przeoryszę klasztoru Urszulanek o opętanie zakonnic i konszachty z diabłem.
Zbiorową histerię polowania na diabły w Loudon oddaje także film „Diabły” (Devils, 1971) w reżyserii Kena Russela. Zekranizowano go na podstawie powieści Aldousa Huxleya i sztuki Johna Whitinga (1960). W roli opętanej siostry przeoryszy wystąpiła Vanessa Redgrave, natomiast Urbaina Grandiera zagrał Oliver Reed.
W Polsce, nowela Jerzego Iwaszkiewicza (1894-1980)  „Matka Joanna od Aniołów” stała się kanwą scenariusza filmu Jerzego Kawalerowicza, zrealizowanego w 1960 r. Niecały rok później film ten zdobywa Srebrną Palmę na festiwalu w Cannes. Iwaszkiewicz „spolszczył” francuską historię, scenarzysta Tadeusz Konwicki utrzymał polskie tło historyczne. Rzecz dzieje się na smoleńszczyźnie. Do opętanej diabłem przeoryszy Joanny (grała ją Lucyna Winnicka) zostaje wezwany ksiądz Suryn (Mieczysław Voit). Budzące się między nimi uczucie – ksiądz nazywa opętaniem i chcąc ocalić Joannę popełnia wielką zbrodnię, skazując tym samym swoją duszę na wieczne potępienie. Film ten jest z pewnością jednym z najpiękniejszych wizualnie polskich filmów, ale sprzecznym z prawdziwą historią jaka wydarzyła się w Loudon i zakończyła dnia 18 sierpnia 1634 roku, kiedy to kanonik Grandier został żywcem spalony na stosie.
           Jeszcze inny głośny, wstrząsający dramat trafił także do literatury, teatru i filmu: „Czarownice z Salem” Arthura Millera. Ta sztuka miała tak zwane „podwójne dno”. Pierwsze: mieszkańcy spokojnego dotąd miasteczka, są podżegani przez purytańskich apostołów moralności do okrutnego polowania na czarownice. Rozprzestrzenia się nienawiść i donosicielstwo. Drugie: krytyka społeczeństwa amerykańskiego przeprowadzana przez Arthura Millera zaalarmowała Komisję do Badań Działalności Antyamerykańskiej. I to właśnie jej przewodniczącego, osławionego senatora, Josepha R. McCarthy’ego poddał Miller krytyce w dramacie „Czarownice z Salem”. Miller został oskarżony o popieranie komunizmu i w 1957 roku (odmówił składania zeznań!) skazano go za brak szacunku dla komisji na rok więzienia z zawieszeniem (w 1958 roku nastąpiła rewizja wyroku).
  Millerowski dramat został szybko sfilmowany, jednakże nie w USA, ale we Francji. Była to kooprodukcja francusko-niemiecka. W filmie z 1956 roku, w reżyserii Raymonda Rouleau, główne role odtwarzali: Yves Montand (Proctor), Simone Signoret (Elisabeth) oraz Mylene Demongeot (Abigail). Autorem scenariusza był Jean Paul Sartre.
           Najbardziej jednak doskonałym dziełem artystycznie, warsztatowo i pod względem uniwersalnej wymowy była ekranizacja Czarownic z Salem (The Crucible) z roku 1996. Jest to również adaptacja słynnej sztuki Arthura Millera opowiadającej o masowej histerii, oskarżeniach o czary i polowaniu na czarownice w purytańskiej Ameryce końca XVII wieku.
Scenariusz napisał sam autor, w rolach głównych wystąpili znakomici aktorzy, laureaci Oscara: Daniel Day-Lewis i Paul Scofield oraz nominowani do tej nagrody; Winona Ryder, Joan Allen i Bruce Davison. Reżyserował Nicholas Hytner, twórca wysoko ocenionego przez krytykę „Szaleństwa króla Jerzego". Twórcom zależało, aby powstał film o uniwersalnej wymowie, nie zaś tylko starannie zrealizowany obraz kostiumowy. Zdaniem krytyki światowej zamiar ten powiódł się dzięki znakomitej inscenizacji i doskonałej grze aktorów.
„Czarownice z Salem” jeszcze w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku trafiły na listy lektur... zakazanych w wielu amerykańskich szkołach. Zostały wyrugowane z listy lektur szkolnych!    

Ciąg dalszy nastąpi


poniedziałek, 11 kwietnia 2011

ZBRODNIE KOŚCIOŁA część czwarta


Zainteresowanych moimi książkami o tematyce historiozoficznej, religijnej, antyklerykalnej - informuję, że wystarczy kliknąć w link "KSIĄŻKI ANDRZEJA RODANA - OFICJALNY DYSTRYBUTOR" znajdujący się pod tytułem bloga, aby zapoznać się z tytułami i tematyką poszczególnych prac.

Jestem przekonany, że św. Paweł był autorem sukcesu chrześcijaństwa, mimo że rzymski namiestnik Festus uznał go za istotę „bezrozumną”.
Nie docenił go.
Początkowo Paweł z Tarsu nosił imię Szaweł i z upoważnienia najwyższego kapłana miał aresztować zwolenników sekty Jezusa. Gdyby wypełnił to polecenie dziś nikt by nie słyszał o Jezusie, Judaszu i pozostałych apostołach.
Ale nagle stał się on wyznawcą nowej religii. Jak do tego doszło?
Dzieje Apostolskie podają „nawrócenie” Szawła, że nagle oświeciła go światłość z nieba: „A padłszy na ziemię, usłyszał głos, mówiący doń: Szawle, Szawle, czemu mnie prześladujesz? Który rzekł: Ktoś jest Panie? A on: Jam jest Jezus, którego ty prześladujesz; trudno jest tobie przeciw ościeniowi wierzgać. A drżąc i zdumiewając się, rzekł: Panie, co chcesz, abym uczynił? A Pan do niego: Wstań i wnijdź do miasta, a tam ci powiedzą, co będziesz miał czynić. A mężowie oni, którzy z nim byli, stali zdumieni, głos wprawdzie słysząc, lecz nikogo nie widząc. I wstał Szaweł z ziemi, a otworzywszy oczy nic nie widział…” (Dz.A. 9: 3-9).
Szaweł przyjął imię Paweł i zaczął propagować ideologię chrześcijańską. Jak piszę w „Życiu erotycznym papieży” chrześcijan uważano początkowo za sektę bez przyszłości. Rzym śmiał się z religijnych dysydentów, którzy głosili Ewangelię miłości nieprzyjaciół i przebaczenia.
Śmiem twierdzić, że tylko dzięki niestrudzonym wysiłkom Pawła z Tarsu mała  żydowska sekta przerodziła się w potężną religię i niesamowicie sprawny system zhierarchizowanej władzy.
Przypomnę, że w 49 roku n.e., a więc zaledwie 16 lat po śmierci Jezusa Chrystusa, cesarz Klaudiusz (Tyberiusz Klaudiusz Neron, 41-54 n.e.) wypędził z Rzymu wyznawców Jezusa.
Gdyby Klaudiusz był konsekwentny dziś nikt nie słyszałby o chrystianizmie.
Tak się jednak nie stało.
Rok później w Jerozolimie odbył się zjazd nowej sekty. Używam słowa „sekta”, bowiem działała ona wewnątrz judaizmu, aby potem po wyodrębnieniu się przyjąć własne zasady organizacyjne oraz wyznaniowe. A jak wiadomo definicja sekty brzmi:  „Grupa religijna, która się oderwała od któregoś z wielkich Kościołów panujących i przyjęła własne zasady organizacyjne; odłam wyznaniowy jakiejś religii” (Słownik wyrazów obcych, str. 673, Warszawa 1977). Chrześcijaństwo mogło być uznawane za sektę. I rzeczywiście tak było, jak świadczy wypowiedź oficjalnych przedstawicieli ówczesnego wielkiego Kościoła o apostole Pawle: „Albowiem znaleźliśmy tego męża zaraźliwego i wszczynającego rozruch między wszystkimi Żydami po wszystkim świecie, i herszta tej sekty Nazarejczyków”. (Dz 24,5).
Na zjeździe w Jerozolimie zwolennicy Pawła twierdzą, że stanowią nową religię. Natomiast zwolennicy Piotra utrzymują, że chrystianizm jest tylko reformą judaizmu i dotyczy żydów obrzezanych. Nie ukrywam, że wcześniej podobnie uważał sam Jezus, który nie chciał założyć nowej wspólnoty religijnej niezależnej od tradycyjnego judaizmu.
Następuje podział ról i zadań. Paweł prowadzi misje poza Palestyną – Piotr koncentruje się na nawracaniu Żydów. Paweł prowadził swą misję wśród pogan – Piotr wśród Żydów.
Z perspektywy wieków, Paweł, „bezrozumna istota”, miał rację! Przyciągnął do nowej religii dziesiątki tysięcy osób.
Wydarzenia polityczne miały duży wpływ na dalsze losy wyznawców Chrystusa i piszę o tym w 8. i 9. rozdziale mojej książki ŻYCIE EROTYCZNE PAPIEŻY („Erotyzm Starego Testamentu” oraz „Erotyka Chrystusowa”).
Przypomnijmy: wybuchło bowiem  powstanie w Judei, które ogarnęło cały kraj. Na czele wojsk rzymskich stanął konsul Tytus Flawiusz Wespazjan (późniejszy cesarz). W 70 roku n.e. Rzymianie zdobyli Jerozolimę, burząc i paląc miasto oraz świątynię żydowską. Chrześcijanie rozproszyli się. Upadek tej żydowskiej sekty wydawał się bliski.
A już wydawało się, że peryferyjna religia ulegnie zapomnieniu i odejdzie w mrok zapomnienia.
Tak się jednak nie stało.
Upadek Jerozolimy spowodował decentralizację nowego kultu. Rzym przejął rolę stolicy wszystkich chrześcijan i po pewnym czasie stał się „świętym miastem”. Ale dużo jeszcze wody (i krwi) upłynęło w Tybrze, zanim chrześcijaństwo stało się religią dominującą. Wyznawcy Chrystusa wcale też nie byli takimi, którzy uderzeni w policzek – nadstawiali drugi.
Jestem głęboko przekonany, że gdyby wówczas wiarygodnie podważono „boskość” Chrystusa, to cały misternie budowany przez późniejszy wielki gmach chrystianizmu nie zostałby zbudowany.
Ciąg dalszy nastąpi

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

ZBRODNIE KOŚCIOŁA część trzecia


  Zainteresowanych moimi książkami o tematyce historiozoficznej, religijnej , antyklerykalnej - informuję, że wystarczy kliknąć w link "KSIĄŻKI ANDRZEJA RODANA - OFICJALNY DYSTRYBUTOR" znajdujący się pod tytułem bloga, aby zapoznać się z tytułami i tematyką poszczególnych prac. Ale ad rem.    
Nikt jeszcze nie odpowiedział na pytanie: skąd wziął się Bóg na świecie?! Przecież świata jeszcze wtedy nie było. Dopiero pojawił się ten mądry gość, Wielki Czarodziej o nieskończonej mocy i możliwościach, Genialny Projektant, i stworzył to wszystko.
Przybysz z nikąd?
Postać na podobieństwo Wielkiego Iluzjonisty Davida Copperfielda?
Młode pokolenie wychowane na komiksach, amerykańskich kreskówkach i lalkach Barbie i wyścigach Formuły 1, domaga się bohaterów w stylu Spider-Mana, Supermana, czy Harry’ego Pottera, i gotowe jest przełknąć hipotezę o Wielkim Czarodzieju, który stworzył świat i ludzi, szatana i anioły, i zwierzęta, i rzeki, i morza, i słońce, powietrze, niebo, piekło i całą tę resztę, która do chwili obecnej odbija nam się czkawką. Ale przecież Bóg, to nie Superman, bardziej przypomina bohaterów już trochę pokrytych kurzem, mrocznych i pełnych okrucieństwa baśni braci Grimm, z ich historiami pełnymi magii, zabierających czytelników do świata, gdzie wierzy się w to, co nierzeczywiste, a prawda miesza się z fikcją.
Odpowiedź na takie pytania przypomina duży stopień trudności, jak przy odpowiedziach na pytanie: jaki jest kolor absurdu, lub czy Jezus naprawdę zmartwychwstał? Bardziej łatwa byłaby odpowiedź na: czy istnieją różowe myszki, albo białe słonie?
Jaki mózgowy mechanizm (układ nerwowy?) zezwala na tak szybką przyswajalność wiary religijnej? Czy religia jest infekowana przez ludzi już  jako dzieci, a może, lepiej byłoby rzec: jest formą indoktrynacji? A może religia jest adoptowana przez ludzi podobnie jak miłość, stan zakochania, przyjaźń, nienawiść? Ale gdzie wtedy jest rozum?! Gdy rozum śpi budzą się demony!
A może wiara religijna i jej wszystkie występujące symptomy w układzie nerwowym człowieka, przede wszystkim w mózgu są adoptowane podobnie jak na przykład... orgazm? Przecież przeżywanie religijne podrażnia ośrodki w mózgu, wysyła sygnały do wszelkich zakątków ciała, wytwarza rodzaj napięcia mistycznego, połączenia z Bogiem.
Podobnie orgazm. Już przy grze wstępnej wysyłane są do mózgu potężne bodźce seksualne. Zarówno w pierwszym jak i w drugim przypadku po wygaśnięciu religijnego lub erotycznego napięcia – następuje błogosławione wrażenie odprężenia. I takie wrażenie mają chyba Mohery, kiedy przez tego cwaniaczka Rydzyka usiłują zjednoczyć się z Bogiem.
Religia jest, podobnie jak seksualizm, najgłębiej zakorzeniona w ewolucyjnej przeszłości człowieka. Zarówno religia jak i seksualizm jest naszym ewolucyjnym dziedzictwem. Były z nami od początku życia ludzkiego.
I jeszcze jedno: wyobraźmy sobie taką hipotetyczną sytuację. Dokonajmy wyprawy w świat antropologii i społeczeństw dzikich. Wyobraźmy sobie, że światowej sławy, Bronisław Malinowski, polski antropolog społeczny i ekonomiczny, podróżnik a także etnolog, religioznawca i socjolog – znalazł się na wyspach Melanezji gdzie prowadził badania i natknął się na wielce interesujące wierzenie religijne tamtejszej społeczności dzikich.
Jakie to było wierzenie?
Otóż miejscowy szaman błogosławi chleb i wino, a one natychmiast stają się krwią i ciałem Boga zrodzonego z dziewicy. Owa dziewica, jego matka, nigdy nie umarła tylko „żywcem” została wzięta do nieba. Natomiast jej syn nie ma biologicznego ojca (pałęta się tam jakiś nieudacznik Józef, ale dzicy nie traktują go jako ojca, ale raczej jako rogacza). Tamten jest synem Boga, a jego matka zostaje zapłodniona przez gołębia (Ducha Świętego), który spermę przyniósł w dzióbku (czyżby Bóg Melanezji się onanizował, no bo skąd nasienie?).
Szaman wypija to wino, czyli krew, a zgromadzona społeczność spożywa boskie „ciało” w postaci opłatka.
Profesor Malinowski natychmiast pisze (oczywiście, założeniem a priori tego eksperymentu jest, że Malinowski nie zna religii chrześcijańskiej), że należy tu zastosować teorię psychoanalityczną do badań życia dzikich, a o ona, jako taka, jest bardzo interesująca dla badacza pierwotnego człowieka, jego kultury i życia religijnego, świadomych jak i nieświadomych aspektach ludzkiego umysłu. Uczony więc podkreśla niski poziom cywilizacji tej społeczności i analizuje konsekwencje, jakie jej życie religijne i wierzenia, niezrozumiałe dla ludzi cywilizowanych, przyczyniają się do formowania życia grupowego. Dzieworództwo traktuje jako mit, a resztę opowieści o Synu Boga (na przykład: jego zmartwychwstanie) jak legendę, podobnej tej jak mit o Tudavie, bohaterze zrodzonym z dziewicy zapłodnionej w wyniku działania wody ze stalaktytu. Ta legenda szczególnie była głośna na Wyspach Trobrianda.
Zaś spożywanie ciała Boga – uczony antropolog nazwie jednym słowem:
KANIBALIZM!
Religia chrześcijańska jest oparta na kanibalizmie. Oprócz tego na oszustwach, zbrodniach i jednym gigantycznym kłamstwie...
Ciąg dalszy nastąpi.

piątek, 18 marca 2011

ZBRODNIE KOŚCIOŁA część druga


 Zainteresowanych moimi książkami o tematyce historiozoficznej, religijnej , antyklerykalnej - informuję, że wystarczy kliknąć w link "KSIĄŻKI ANDRZEJA RODANA - OFICJALNY DYSTRYBUTOR" znajdujący się pod tytułem bloga, aby zapoznać się z tytułąmi i tematyką poszczególnych prac. Ale ad rem.
W moim blogu w pierwszej części tematu „Zbrodnie Kościoła” zadałem pytanie: Gdzie był wówczas Bóg?! Gdzie była Matka Boża i jej Syn?!
Księża, funkcjonariusze Pana Boga, mają na ten temat wypracowane formułki. W lipcu 2007 roku wydarzyła się tragedia. Autokar jadący z polskimi pielgrzymami z La Salette (zwiedzali sanktuaria Matki Boskiej w Europie) wpadł w trzydziestometrową przepaść we francuskich Alpach koło Grenoble. Zginęło 26 osób, 24 odniosły poważne obrażenia. Autobus spłonął. Połowa z pielgrzymów została tak spalona, że identyfikowano ich przy pomocy badań DNA. Podczas mszy żałobnej wikariusz generalny Biskupa Polowego powiedział: „Jechali po to by spotkać Boga. I oni go znaleźli, on wyszedł im na spotkanie. Oni są w niebie i chwała Panu, że w ten czas powołał ich do siebie...”
Chwała Panu?! To chyba jakiś ponury żart?
Pątnicy modlili się w sanktuariach maryjnych, pielgrzymka miała charakter nad wyraz religijny, a mimo to okrutny Bóg powołał ich do siebie? Dlaczego? Przecież tam były również małe dzieci!
Gdzie wówczas była Matka Boża Częstochowska, Matka Boża Fatimska, Najświętsza Panienka z Lourdes, Matka Boża z Medjugorie, Matka Boża z Zeitun czy nawet ta, z której sanktuarium pielgrzymi wracali i do której się modlili - Piękna Pani z La Salette?
Gdzież one były?! Na dyskotece? W supermarkecie? Na ploteczkach u Matki Teresy? Gotowały obiad Najwyższemu?
W ciągu ostatnich czterech lat to już trzecia wielka katastrofa pielgrzymki w drodze do lub z sanktuarium maryjnego. Wrzesień 2005 r. – dziewięciu maturzystów z Białegostoku oraz dwaj kierowcy autobusu wiozącego ich na pielgrzymkę do Częstochowy. Spłonęli żywcem. Zginął też kierowca tira, z którym zderzył się pojazd z pielgrzymami. Czterdzieści dziewcząt i chłopców zostało rannych.
Chwała Panu?!     
Czerwiec 2002 r. – nieopodal węgierskiego jeziora Balaton zginęło 20 polskich pielgrzymów do Medjugorie. Trzydzieści osób doznało poważnych obrażeń.
W sumie prawie sześćdziesięciu zabitych, rozmodlonych pątników i znacznie więcej rannych!
Chwała Panu?!
Bóg tak chciał?!
Bóg ma chyba niezdrowe poczucie humoru!
A gdzie był wtedy Wszechmocny? Miał kaca? Jest leniuchem i po prostu mu się nie chciało zmienić losu nieszczęsnych pielgrzymów? A może po prostu jest już zmęczonym starcem i uciął sobie poobiednią drzemkę?
A MOŻE BÓG JUŻ DAWNO NIE ŻYJE, ALE KLER ZATAIŁ TEN FAKT PRZED WIERNYMI?!

piątek, 11 marca 2011

ZBRODNIE KOŚCIOŁA część pierwsza


W historii ludzkiego szaleństwa, obskurantyzmu i zabobonu chyba najważniejsze miejsce zajmują okrutne morderstwa popełniane w imię Boga. To w jego imieniu przez kilkaset lat ścigano, torturowano i mordowano tysiące, miliony ludzi. Obłędne urojenia na temat herezji, festynów diabelskich, czarownic, chorobliwe fantazje inkwizytorów promowanych przez Kościół, doprowadziły miliony ludzi na płonący stos. Prawdą jest, że większość masowych, okrutnych zbrodni popełniano na świecie w imię dogmatu religijnego lub ideologii.
To właśnie religia jest bazą dla ślepoty poglądów, bezlitosnego dogmatyzmu, nietolerancji i bigoterii, przebierania wstecznictwa i kłamstwa w rytualne kostiumy. Jest fundamentalistycznym umysłowym wirusem.
Miłuj bliźniego swego – znajdujemy i w Starym jak i w Nowym Testamencie. Czy Kościół „Miłuje bliźniego swego”? Chrześcijanie klepią tę formułkę nie za bardzo stosując się do niej.
Albo „Nie zabijaj!”. Owe boskie przykazania zostały już dawno złamane przez papieży oraz ich inkwizycyjną sforę. To oni gloryfikowali w imię Boga morderstwa, okrucieństwa, irracjonalne szaleństwa, sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem. Ale zawsze ich działania przeprowadzane były z budzącym grozę hasłem „W imię Boga!”.
Jeśli papieże i sędziowie inkwizycyjni, autorzy dzieł promujących zabijanie, wysyłanie na stos niewinnych ludzi, naćpali się jakiejś ówczesnej amfetaminy i pod jej wpływem wywracali świat do góry nogami, to chyba można także wytłumaczyć działania morderców dziesiątków milionów ludzi, na przykład pana Adolfa Hitlera, który uważany był za dobrego katolika walczącego z ateizmem, jak i pana Józefa Stalina, który przecież kształcił się w prawosławnym seminarium.
Przecież naziści walczyli pod hasłem „Gott mit Uns” (Bóg z nami), a ich Führer napisał w „Mein Kampf”: „I odtąd właśnie uwierzyłem, że działam zgodnie z wolą Wszechmocnego Stwórcy, że broniąc się przed Żydami, spełniam dzieło Boże”.
Tak więc holocaust był spełnieniem dzieła Bożego, jakby wykonaniem woli Wszechmocnego tak ściśle realizowanej przez Kościół.
Antysemityzm nie był przecież wymysłem Hitlera. Otrzymał go w spadku po doktrynalnej, chrześcijańskiej nienawiści do „morderców Chrystusa”. W konsekwencji tego powstały: Auschwitz-Birkenau, Dachau, Sachsenhausen, Gross-Rosen, Majdanek, Treblinka, Sobibór i inne obozy zagłady.
Zresztą Hitler był przekonany, i daje temu wyraz w „Mein Kampf”, w rozdziale „Światopogląd a organizacja”, że „Dużo można się nauczyć od Kościoła rzymskokatolickiego. Chociaż istotna część doktryny katolickiej wchodzi w kolizję z naukami ścisłymi i wynikami badań w wielu dziedzinach – nie zawsze koniecznymi – Kościół nie jest przygotowany na to, aby poświęcić choćby jedno, pojedyńcze słowo ze swoich doktryn. On bardzo dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że siła oporu nie jest zależna od pozostawania w zgodzie z naukowymi ustaleniami w danej chwili, ale raczej polega na żelaznym trzymaniu się dogmatów raz ustalonych, które w całości naprawdę wyrażają charakter wiary. W konsekwencji tego Kościół jest mocniejszy”.
Również Stalin, kiedy 22 czerwca 1941 roku rozpoczęła się Wielka Wojna Ojczyźniana natychmiast poszukał poparcia u kleru prawosławnego i znalazł je. Duchowieństwo zdecydowanie go poparło, a kiedy wojna się skończyła ponownie zostało wzięte w karby.
Średniowieczny Kościół stosował te same zasady jakie stosowali Stalin i Hitler, z jednym wyjątkiem: dyktatorzy mieli do dyspozycji nowoczesną technologię zabijania.
Kościół miał tylko tortury i płonące stosy.
Tylko, czy aż tylko?
Katolicy powinni zadać sobie pytanie: Gdzie był wówczas Bóg?! Gdzie była Matka Boża i jej Syn?!
Ciąg dalszy nastąpi. Piszcie, komentujcie, przekazujcie swoje opinie!