poniedziałek, 16 stycznia 2012

O ŚWIŃSTWACH czyli o SEKSIE (wykład drugi)

Studenci! Ciosem dla kobiecego ego jest sytuacja, kiedy mężczyzna zasypia zaraz po stosunku. A to jest prawie normalka. Mężczyźni przeważnie są samolubni i dbają tylko o własne zadowolenie. Na pytanie: "A czy twoja partnerka miała orgazm?" z reguły taki ćwok odpowiada: "A kogo to obchodzi!" 
I cieszy się ze swojej odpowiedzi jak głupi z bateryjki, aż ma się ochotę powiedzieć: bierz koleś konewkę i wibratory podlewaj!
Natomiast ciosem dla męskiego ego jest kobieta zasypiająca w trakcie seksu. Najgorszą jednak niespodzianką może być okrutne zdanie kończące wspólną noc:
- Kochany mój mężczyzno, dziękuję ci za uroczy, wielogodzinny wieczór w restauracji  i cudowne 25 sekund w łóżku!
I pamiętajcie: w alkowie nie zaczynajcie, jak radzą katoliccy czarnoksiężnicy, od modlitwy, bo Jezus uzna, że pojebani jesteście. On z Marią Magdaleną nie takie dżigi dżigi bara bara odwalał. Perwersje ewangeliczne to jest to, co lubią tygrysy, ha ha ha!
W mojej książce "Życie seksualne Polaków - raport" (rewelacyjną okładkę zaprojektował Jerzy Duda-Gracz) podałem m.in., że spora część mężczyzn i kobiet lubi w łóżku wulgaryzmy, takie małe świństewka wykrzykiwane lub szeptane do ucha. Początkowo może być to trudne, szczególnie dla kobiet, ale w poprzednim wykładzie powiedziałem: ludzka seksualność jest formą teatru!
Ale z reguły w sytuacjach intymnych mężczyźni milczą, trochę pomrukują, a przeważnie sapią, ha ha ha. Mają kłopoty z wyrażaniem uczuć, niemoty.
O seksie oralnym nawet nie wspominam, bo to ważny element gry wstępnej, forma urozmaicenia stosunku, a nawet samoistnego aktu miłosnego zwieńczonego finałem. Fellatio to najskuteczniej działający sposób pobudzenia mężczyzny.
Dużo mężczyzn (ja się do nich nie zaliczam) chciałoby seksu analnego. Inni fantazjują o pieszczotach członka kobiecymi stopami. Całowanie kobiecych nóg, stóp bynajmniej nie jest fetyszem, ale formą wzbogacenia stosunku.
Na takie dictum studentka Jadźka Bufetowa powiedziała z nostalgią w głosie:
- A ja tam, kurwa, lubiejem jak chłop całuje mi stopy. Mam małe, zgrabne. 49 numer jedna stopka, a druga ciutek większa 51 numer.
I tu zacytuję wyznanie Domeniki Niehoff, prostytutki z hamburskiego Sankt Pauli, która twierdzi, że wszyscy mężczyźni przychodzący do nich, mają nadzieję znaleźć to, czego nie mają w domu. Na przykład: stosunków oralnych, analnych, pieszczot piersiami, wypielęgnowanymi stopami, wulgaryzmów, dominacji, seksownego dessous, pończoch, szpilek itp. Inny powód: własna żona, zdaniem męża, powinna zostać "czysta", dbać o dzieci, gotować, prać, sprzątać, prasować.
No cóż, trudno sobie wyobrazić taki kuchenno-pralniczy robot w łóżku, jako kipiący gejzer namiętności.
Mężczyźni tęsknią również, aby nie zawsze być stroną aktywną, czasem chcą aby partnerka przejmowało dowództwo podczas aktu seksualnego.
Niestety, kobiety nie kierują się wskazówkami Wiliama Szekspira, który napisał: "Jeśli muzyką karmi się miłość, graj dalej. Daj mu pełną miarę". Podobnie wieści Procol Harum w utworze "A Whiter Shade of Pale".
Tak więc żono, partnerko, przyjaciółko, kochanko - jeśli nie dasz swojemu partnerowi pełnej miary, pójdzie tam gdzie ją otrzyma! I potem może być tak, jak w poniższym dialogu:
Józek Oblatywacz do sołtysa Heńka, gminnego uwodziciela:
- Te, Heniek! Czy rozmawiasz ze swoją żoną po stosunku?
- Jak zadzwoni, to czemu nie!
Tematem następnego wykładu będzie ORGAZM! Oj, będzie się działo!
c.b.d.o. czyli co było do okazania

czwartek, 12 stycznia 2012

NIECH ŻYJE SEKS!

W piątek, dnia 13 stycznia br. dam nowy post. A oto początek, jako zwiastun:
"Bez fantazji i odrobiny szaleństwa seks jest ponury i nudny. Dzisiaj omówimy tzw. „małe detale”, które udoskonalają rozkosz, powodują intensyfikację bodźców, wzbogacają przeżycia i uczucia. Upodobania te są zróżnicowane jak kuchnia dla smakoszy i gdy się je harmonizuje we wspólnym pożyciu mogą być gwarancją udanego seksu, wzajemnego zaspokojenia.
Na początek proszę zanotować:
Ludzka seksualność jest formą teatru!"
Proszę cierpliwie czekać! Już w piątek.

wtorek, 10 stycznia 2012

ALE SCHIZA, czyli opowieści z Katotalibanu!

Drogie Parafiany, mordy wy moje! Dzisiaj ewangeliczna przypowieść na temat Jezusa w Warszawie, ale pierwej: w związku z licznymi pytaniami, gdzie poszedł nasz powszechnie lubiany koleś Grzegorz Stolarski po śmierci – odpowiadam: DO NIEBA!
I tam strasznie bluzgał na mnie i na Was do Boga. Płakał i mówił między innymi: „Panie Boże, ja mówiłem do niego Mistrzu, a ten niewdzięczny Rodan podobno mnie lubił, a wygłosił taką mowę pogrzebową, że wszyscy, oprócz mnie, pękali ze śmiechu. Potem na jego blogu i na fejsie ludzie mnie wzięli pod obcas, flekowali i se jaja robili ”.
I Grześ skarżypytka nadawał dalej do Boga:
- Panie Boże, Rodan mnie wykończył!
A na to Bóg (cierpliwie):
- Nie Grzegorzu, tyś sam się wykończył na własną prośbę. Azaliż po coś zadarł z tyloma ludźmi? Azaliż dlaczegoś ich oszukiwał? Po coś udawał własną śmierć?
A Grześ skarżypytka:
- Nikt by nic się nie domyślił, gdyby nie Rodan. To jest kutas!
A na to Bóg (cierpliwie):
- Nie Grzegorzu, między tobą a Rodanem jest różnica taka, że to ty jesteś kutas, a on ma kutasa!
A Grześ mocno wnerwiony na Boga (za chwilę chyba go walnie w łeb):
- Co ja słyszę?! I ty Boże przeciwko mnie tak jak wszyscy?! Boże, dlaczego mi nie pomogłeś? Dlaczego mi to zrobiłeś?! Dlaczego?!”
A na to Bóg (stracił cierpliwość):

-  A bo ja Cię, kurwa, nie lubię!
A teraz nareszcie przechodzimy do horroru wymyślonego przez katotalibów.
19 maja br. odbędzie się w Warszawie „Ogólnopolski Marsz dla Jezusa”, w którym weźmie udział… Jezus. Organizatorzy  już reklamują w internecie (na fejsie też) i sprzedają czerwone czapki oraz koszulki z napisami: „Jezus umarł za was”, „Jezus żyje”, „Jezus jest moim królem”, „Polska dla Jezusa”, „Jezus królem Polski” itd. itp. 
Przypomina mi się, jak na murze przy przystanku autobusowym Politechnika Łódzka oazowcy wypisali sprayem: JEZUS CZEKA!  A pod spodem studenci dopisali: NA AUTOBUS!
Jak się Jadźka Bufetowa dowiedziała, że w tym ogólnopolskim marszu weźmie udział także Jezus to powiedziała, że może być tak:
Idzie sobie prostytutka warszawską ulicą, zobaczy maszerującego Jezusa i krzyknie zszokowana:
- O Jezu!
A Jezus:
- O, kurwa!
Kulminacją marszu będzie koncert - uwielbienie Jezusa Chrystusa na Placu Zamkowym. Organizator wzywa: „Jezus otworzył nam wszystkim cudowną możliwość, aby przejść razem z Nim ulicami stolicy i wyraźnie ogłosić, że Chrystus zmartwychwstał, żyje i króluje! Chcemy jednym głosem proklamować Królestwo Boże na ziemi”.
O co tu właściwie chodzi? Nie wiadomo. A jeśli nie wiadomo o co chodzi, to zawsze chodzi o pieniądze! Obliczmy sobie: koszulka plus czapeczka (nawet ładna) – na przykład 250 złotych. Niech udział w tym marszu weźmie 100 tysięcy owieczek. I to pomnóżmy przez  250 zetów. Owieczki idźta w tym marszu, ale nie kupujta tych gadżetów, barany! E tam, i tak kupią!
Organizatorem marszu jest Artur Pawłowski, twórca w Warszawie KOŚCIOŁA ULICZNEGO. Przedtem był w Grecji i Kanadzie, gdzie jego firma splajtowała. Teraz jest Artur w Warszawie i wierzcie mi – nie splajtuje! W Katotalibanie Jezus i jego mamusia dobrze się sprzedają.
Kto z Was weźmie udział w „Ogólnopolskim Marszu dla Jezusa”, a kto nie i dlaczego? I w ogóle co o tym sądzicie? Goło, ale wesoło jest w Polsce, no nie?! 

piątek, 6 stycznia 2012

OSTATNIE POŻEGNANIE GREGA STOLARSKIEGO


Drogie Parafiany, mordy wy moje! Dzisiaj żegnamy człowieka mądrego inaczej, olbrzymiej fantazji fejsbukowej, i, kurwa, zaprawdę człowieka wielkiego serca. Żal nam dupy ściska. Jak ja się dowiedziałem, że jest już naszym Drogim Nieobecnym? Dostałem taki oto list na facebookowy priv (cytuję):
„Witam, Mam na imię Sophie i jestem siostrzenicą Grzegorza Grega Stolarskiego, pragnę ze smutkiem poinformować, że po ciężkiej kilkuletniej chorobie i walce z białaczką mój wujek zmarł, obiecałam mu, że poinformuję jego najbliższych przyjaciół i znajomych, wybrałam Państwa po częstotliwości korespondencji więc piszę wszystkim tą samą wiadomość. Proszę nie odpisywać, bo zgodnie z jego wolą profil ma być usunięty. Zrobię to jak najszybciej po skopiowaniu Jego tekstów i zdjęć, bo jest to dla mnie jak i rodziny wielka pamiątka po wielkim człowieku i przyjacielu. Zgodnie z Jego wolą proszę nie wpisywać nic na Jego profilu, gdyż było by to dla Niego żenujące. Bardzo dziękuję za wyrozumiałość”.
Drogie Parafiany, list „siostrzenicy” dostało na facebooku kilkadziesiąt osób więc nie jest to żadna tajemnica. Ja natomiast z kondolencjami napisałem do samego Grzegorza. A oto mój list:
„Grzegorz, w pewnym sensie podziwiam Twoje poczucie humoru. Czarne poczucie humoru. Masz niczym nieskrępowaną fantazję.  
O tym, że umarłeś wiem już od wielu osób do których wysłałeś listy tej treści. Współczuję Ci Grzegorz, to musi być jebanie zaskakująca taka śmierć. A jakie, kurwa, stresujące, co nie?! Już nigdy nie wyskoczysz do sklepu po browara, my Deadman!
Przy odejściu z tego świata popełniłeś jednak kilka błędów, zarówno na profilu, gdzie podawałeś członków swojej rodziny (siostrzenice również), a dwa dni po śmierci info zlikwidowałeś. Kilka minut przed śmiercią dałeś fajną muzyczkę z youtube.
Zapomniałeś również, że przecież jesteś w szpitalu w Izraelu, a kopnąłeś w kalendarz w Polsce, ha ha ha! Przyjmujesz i odpowiadasz na SMS-y, ale cóż, widocznie włożyli Ci komórkę do grobu.  
Wszystkim załamanym, którzy informowali mnie o Twojej śmierci odpowiadałem, żeby mi dupy nie zawracali, i że niebawem zlikwidujesz konto i pojawisz się ponownie, np. jako Patrick Pal, który wrócił z dalekiej kilkumiesięcznej podróży.
Grzegorzu, kiedy już wytrzeźwiejesz, albo weźmiesz właściwe leki na głowę – zastanów się! A oprócz tego – zmień psychiatrę! Ten Cię, kurwa, oszukuje, że jesteś zdrowy.
Teraz, żeby podrywać kobity musisz zrezygnować z fejsa i wejść na takie portale towarzysko-matrymonialne. Ale chyba tam już jesteś od dawna. Nie sprawdzałem, bo nigdy się nie bawiłem w takie idiotyzmy.
Przekazano mi, że podrywałeś także na mnie, ha ha ha! Podoba mi się to. Nie wiedziałem, kurwa, że to bierze! Podryw na Rodana, chodź kochana i pokaż kolana! Ponoć pisałeś wspólnie ze mną książkę i kobitkom to imponowało. Jaką książkę? Telefoniczną, kucharską?  
Grzegorz, trafiłeś na Rodana. Precyzyjny mózg (czasem). Nie chwalę się, tylko informuję!”
Wiem, że piszesz (dość ciekawie) na moim blogu i podpisujesz się arabską czcionką. Jak na nieżywego jesteś, kurwa, bardzo żywotny.
Słuchajcie Stolarski, mam teraz dla Was dobrą nowinę. Gadałem z Jurkiem Owsiakiem i przekazuję Ciebie w trumnie na licytację Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy! Cieszysz się? Będziesz w telewizorze!
A co Wy o tym sądzicie?! Niecenzuralne słowa w kondolencjach bardzo mile widziane. Weźcie go pod obcas, ażeby więcej żaden inny Świrek Muchomorek nie próbował z nas robić idiotów!  





piątek, 30 grudnia 2011

DOSIEGO ROKU!


Mam dobrą nowinę i wspaniały prezent na Nowy Rok. W 100 kościołach Katotalibanu dzięki błogosławionemu kardynałowi Dziwiszowi są już relikwie papieża Jana Pawła II (m.in. jego krew). I ciągle ich przybywa, bo Dziwisz jest niekiepskim dealerem a marketing ma w małym palcu. Mokre Pyski, niestety, nie załapały się na krew, ale mamy pewne szanse na kawałek jelita grubego (nie od wstępnicy, ale od strony odbytnicy). Już zakupilimy ziołowy system oczyszczania jelit.
Józek Oblatywacz z Mokrych Pysków olał dziwisza, papieża, Katotaliban i wyrecytował przecudnej urody wiersz z okazji zbliżającego się Nowego Roku: „Jarosławie-Zbawie, bronisz naród z troską, żeby nasza Wolska, zawsze była Wolską! Żeby Mokre Pyski miały cosik do świątecznej miski! Żeby jako i my – w Wolsce były Chiny. Jesteś Chińczyk uwielbiany chociaż mocno porąbany!"
Mam też drugą nowinę: Ksiądz został ukarany za pedofilię i poszedł do kicia!... Ha, ha, ha! ŻARTOWAŁEM! Taki mam szampański nastrój. Dlaczego?
Bo tu Nowy Rok 2012 pod drzwiami.
Napił się Józek Oblatywacz z Jadźką Bufetową i mówi: - Ty wiesz, Jadźka, że za sześć lat Sylwester będzie  w piątek?
Na to Jadźka: - O kurwa, w piątek? Żeby tylko nie trzynastego!
Co dalej? Jadźka Bufetowa proponuje Paniom sylwestrowy toast:
„W Sylwestra pijmy za zdrowie mężczyzn,
którzy nas kochali,
głupków, którzy nas stracili,
i debili, którzy nas rzucili…”
Józek Oblatywacz z Zwiadowcą Szoguna, Majorem Gienkiem i Sołtysem Heńkiem wznoszą toast za Panów:
„Przyjemnego szumu w głowie
wygodnego miejsca w rowie,
no i może jeszcze potem
spokojnego snu pod płotem.
Żeby pies z kulawą nogą
Cię nie oszczał idąc drogą.
Dużo seksu i uroku w Nowym Roku!”
A ja w Nowym Roku 2012 życzę Wam: 12 miesięcy zdrowia, 52 tygodni szczęścia, 8760 godzin miłości, 525600 minut pogody ducha oraz 20 sekund wspaniałego seksu!
DOSIEGO  ROKU!


poniedziałek, 5 grudnia 2011

STAN WOJENNY


13 grudnia 2011 r. – 30 rocznica stanu wojennego! Przed domem gen. Jaruzelskiego znów będą tłumy oszołomów i zadymiarzy, głównie ludzi młodych, których w stanie wojennym jeszcze nie było na świecie. Nie znają tamtej sytuacji pod kątem ówczesnych kryteriów społecznych i realiów politycznych. Generał Jaruzelski pisze w swej najnowszej książce: „badania opinii, wykazały, "iż w listopadzie 1981 roku – w tym dramatycznie trudnym momencie zaufanie do wojska osiągnęło rekordowy wskaźnik 93%. W latach 80. stopień społecznego zaufania wynosił ok. 70% – podobnie jak w stosunku do Kościoła".
To, zdaniem byłego prezydenta, jeszcze jeden z dowodów, iż stan wojenny nie był po prostu generalskim „widzimisię”, ale oczekiwanym i popieranym przez znaczną część społeczeństwa rozwiązaniem. "Ocena sytuacji w ostatnich miesiącach 1981 roku wskazywała, iż udręka zaopatrzeniowa, anarchizacja życia, gwałtowny wzrost przestępczości, powodują skrajne zmęczenie społeczeństwa i – niezależnie od politycznych orientacji – oczekiwanie na jakiś przełom, na spokój, na normalne ludzkie bytowanie”.
Pisze również, że wówczas Lech Wałęsa powiedział – ja jeden strajk gaszę, a 10 innych ekip jedzie i nowe rozpala. Narastał klimat agresji. „Stare grzechy rzucają długie cienie”. Dawały znać o sobie różnego rodzaju – nawet zadawnione – urazy, zwłaszcza wobec organów porządkowych, milicji. Wręcz klinicznym tego przykładem stały się 7 maja 1981 roku wydarzenia w Otwocku. Milicjanci zatrzymali dwóch pijanych, awanturujących się chuliganów. Coraz większy, rozjuszony tłum – do tysiąca osób – przyszedł z „odsieczą”. Zaatakowano posterunek. Milicjantom groził lincz. Perswazja, ostrzeżenia nie odnosiły skutku. Dopiero przybycie Adama Michnika, właściwa mu odwaga, a w tym momencie nawet brawura i celny apel „rozbroił” agresję" 
Czy stanu wojennego można było uniknąć? Dlaczego media światowe oceniające ówczesne konfrontacyjne działania „Solidarności” pisały: „Polska jest chorym człowiekiem Europy”? Jaka jest wasza opinia?


niedziela, 23 października 2011

ŚWIAT WEDŁUG FEJSBUKA.


Dzisiejszy wpis na blogu będzie inny niż dotychczasowe. Fejsbukowicze już wiedzą, że ukazała się moja nowa książka „ŚWIAT WEDŁUG FEJSBUKA, czyli Mokre Pyski atakują!”. Niektórzy Czytelnicy mojego bloga, zwłaszcza Ci spoza FB – jeszcze nie. Pewna nietypowość tej książki polega na tym, że zawiera ona między innymi liczne komentarze moich znajomych. 
Korzystając z tej okazji jeszcze raz chciałbym podziękować Moim Znajomym z facebooka, jak również z bloga,  za czynny udział w komentarzach pod moimi postami, wspólną niczym nie krępowaną zabawę. Dzięki Wam mogła powstać ta książka, która w pewnym sensie jest również i Waszą. I tak facebookowy (i blogowy) świat wirtualny stał się realny. Kłaniam Wam się nisko czapką do ziemi.   Klikam „lubię to”. JESTEŚCIE WSPANIALI!
Ci, którzy czytali tę książkę zapewne zauważyli, że w komentarzach często pojawiają się słowa, które przez przeczulonych uważane są za zbyt dosadne, a nawet wulgarne. Nie oszukujmy się, są to słowa w powszechnym obiegu, używają ich wszyscy nawet ci, którzy do tego nigdy w życiu się nie przyznają. Słów tych nie wykropkowywałem, bowiem uważałbym to za obłudę. Liczy się treść. Taka jest magia facebooka, taka jest uroda bloga, i taka jest nasza codzienność… Przecież to słowa typowe dla Polaków, nawet intelektualistów. Podziwiając wodospad Niagara, Niemcy mówią z zachwytem: Das ist wunderbar! Anglicy wykrzykują: It's wonderful! A Polacy: O kurwa, ja pierdolę!
„ŚWIAT WEDŁUG FEJSBUKA” doczekał się już kilkunastu komentarzy częstokroć pisanych w formie recenzji. Pierwsza ukazała się już 12 października 2011 r., a napisał ją Grzegorz Greg Stolarski na FB. Oto jej treść:
„Wszedłem na pocztę z awizo, po odstaniu regulaminowej godziny w kolejce już byłem przy okienku (nawet nie było przerwy) opłaciłem przesyłkę podziękowałem i wyszedłem. Już w aucie rozpakowałem kopertę i wyjąłem książkę. Byłem ciekaw jak wszyscy chyba co ten Kpiarz o mnie napisał... Znałem Jego 41 książek i wiedziałem, że nie pisze dla grzecznych czytelników bo sam grzecznym nie jest. Byłem też ciekaw jak podejdzie do tematu. Książkę przeczytałem w kilka chwil, chłonąłem ją aby jak najszybciej zobaczyć czy coś tam wstawił o mnie (cóż pychę mam we krwi) wreszcie na 120 stronie doczekałem się... jest pierwszy mój komentarz odpowiadający na komentarz Rodana do mnie.... później szczerze się uśmiałem przypominając sobie dzięki książce nasze dyskusje do rana pod postami Rodana... W sumie miałem zrecenzować tą książkę, ale uznałem, że recenzować szczerość to jak mówić rybie, że potrzebny jej ręcznik... Śmiało mogę powiedzieć, że Andrzej podjął udaną próbę pisania kroniki portalu społecznościowego... nie zmieniał wypowiedzi pokazał nasz światek... czasem światek gówna a czasem światek wspaniałej zabawy... Uśmiałem się też z komentarzy ludzi pod postami Andrzeja, przypomniały mi się relacje ludzi piszących do siebie pod postami innych grup same słowa miody, a dziś ci sami osobnicy są śmiertelnymi wrogami i już nie ma tej sielanki... Wspaniałym jest, że Andrzej w swojej książce pokazał pierwszą ekipę ludzi, którzy przewijają się tam do dziś i wiele razy uśmiech na mej twarzy zagościł czytając słowa znajomych gąb, a także i  moje...”.
Te „recenzje”, a właściwie impresje osobiste, nasunęły mi pomysł, aby je, chociażby niektóre, „wykorzystać” w następnej książce. Jest to doprawdy niekiepska sprawa dla autora, kiedy to Czytelnik ocenia książkę nawet w kilku zwięzłych zdaniach. Mam nadzieję, że Wasze klawiatury rozgrzeją się trochę napisaniem kilku zdań na temat „Świata według fejsbuka”. Dziękuję!
Piszcie więc, nawet krytycznie, bo prawdziwa cnota krytyk się nie boi, ha ha ha!